Dlaczego powstał Oralzon: rynek jednolity na papierze i rozdrobniony w faktach

Unia Europejska jest rynkiem jednolitym pod względem przepisów. Wyrób medyczny z oznakowaniem CE krąży legalnie we wszystkich 27 krajach, a przedsiębiorca z numerem VAT może kupować wszędzie bez ceł i barier formalnych.

W praktyce ten rynek nie istnieje. Włoski stomatolog kupuje u włoskich dostawców, niemiecki u niemieckich, a ceny tego samego artykułu różnią się między krajami, choć żaden o tym nie wie.

Powodem nie są przepisy, lecz tarcie. Znalezienie dostawcy w innym kraju, ustalenie, czy sprzedaje zagranicznym przedsiębiorcom, czytanie kart w innym języku i prowadzenie korespondencji kosztuje więcej czasu niż możliwa oszczędność na jednym zamówieniu.

Od drugiej strony problem jest lustrzany. Dystrybutor, który chciałby sprzedawać w Belgii albo Polsce, musiałby zbudować sieć, przetłumaczyć katalog i obsłużyć rynek, którego nie zna.

Skutek jest taki, że obaj zostają tam, gdzie są — a wyjaśnieniem nie jest brak zainteresowania, lecz koszt wejścia skupiony w całości na początku.

Oralzon powstał, by ten koszt usunąć. Sprzedawca wgrywa katalog we własnym języku, a platforma czyni go czytelnym w ośmiu; kupujący widzi ofertę kilku krajów w tym samym wyszukiwaniu, w cenach netto, a więc porównywalnych.

Podatki są wbudowane, zamiast pozostawione stronom. System weryfikuje numer VAT w rejestrze europejskim i stosuje właściwe zasady, co przy zamówieniu transgranicznym między zweryfikowanymi firmami oznacza brak wykładania VAT-u.

Płatności idą przez Stripe, a nie wprost do sprzedawcy, a informacje o zgodności wyrobów medycznych są sprawdzane przed publikacją: bez oznakowania CE i wytwórcy produkt nie trafia do katalogu.

Są rzeczy, których platforma nie robi, i warto je powiedzieć. Nie zastępuje relacji z wieloletnim dostawcą, nie doradza w wyborze klinicznym i nie jest miejscem, gdzie kupuje się unit.

Trzeba też powiedzieć, na jakim jest etapie. Oralzon to platforma młoda, o wciąż ograniczonej liczbie sprzedawców, a kto przychodzi teraz, zastaje katalog w budowie.

Dla kupującego znaczy to, że nie znajdzie wszystkiego, i lepiej wiedzieć to wcześniej. Dla sprzedawcy znaczy to odwrotnie: konkurencja wewnątrz grup jest niska, a kto przyjdzie wcześnie, zajmie miejsce, które później będzie kosztować więcej.

To najuczciwszy powód, jaki można podać dla wejścia teraz, i jedyny, który nie opiera się na obietnicach co do przyszłej wielkości platformy.

Podsumowując: rynek europejski jest jednolity z przepisu i rozdrobniony przez tarcie, platforma usuwa ten koszt tłumaczeniem, wbudowanymi podatkami i płatnością pośredniczoną, nie zastępuje wieloletnich dostawców, i jest młoda — wada dla kupującego, zaleta dla sprzedającego.